Najczęściej czytane

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamiętnik. Pokaż wszystkie posty

Samotny palant

By : Unknown
Siedziałem sam w pustym pokoju. No, nie do końca pustym. W końcu byłem w nim ja i Alkohol. Uświadomiłem sobie, że w zasadzie nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy, byliśmy sobie całkiem obcy.



Im dłużej na siebie patrzyliśmy, tym większe brało nas nawzajem obrzydzenie. Z czasem staliśmy się dla siebie coraz bardziej otwarci. Jeden mówił drugiemu, co go w nim drażni. A najgorsze było to, że w Alkoholu widziałem cząstkę siebie. Tę cząstkę, którą zawsze ukrywałem, tę której nigdy nie chciałem nikomu pokazać. A Alkohol widział, że swoją osobowością sprawia mi on ból. I śmiał się ze mnie. Wiedział, że ma nade mną władzę. Wiedział, że jest lepszy. Że niczego nie musi ukrywać. Że poprzez samo bycie sobą już może nade mną triumfować.

Chciałem uciec od niego wzrokiem, spojrzeniem szukałem nieba. Jednak tego dnia czarna kawa rozlana po horyzoncie była bez gwiazd. Wielka szkoda, gwiazdy są takie piękne.

Alkohol zaczął pokazywać mi zdjęcia i filmy. Sytuacje, które się wydarzyły i sytuacje, które nie wydarzą się pewnie nigdy. Wszystkie te rzeczy, o których za wszelką cenę chciałem uniknąć.

Patrzy się na mnie. Wie, że ja się patrzę na niego. Patrzymy się na siebie wzajemnie. Nie chcę, żeby się patrzył. Jego patrzenie tak bardzo przeraża moje patrzenie. Jego patrzenie staje się moim patrzeniem. Teraz już patrzymy na to samo w ten sam sposób. Jedyny właściwy sposób.

Ja zawsze chciałem być artystą. Ale nie takim sławnym czy bogatym. Takim zwykłym. Takim artystą, który może bez skrępowania nazywać się artystą. Ale uciekałem od tego. Nie chciałem się do tego przyznać. Dalej mam z tym problemy.

Śpij ma Emilio, śpij…

Widziałem siebie. I widziałem ją. Widziałem nas.
Ona była w centrum. Ja stałem z boku. Stałem i patrzyłem się tylko na to, co robi. Nie chciałem jej przeszkadzać. Nie chciałem się odzywać, zakłócać jej spokoju. Ona była tym, kim ja zawsze chciałem być.

Malowała.

A malowała przecudnie. Pociągnięcie za pociągnięciem. Ruch dłoni za ruchem dłoni. Wszystko przemyślane. Wszystko precyzyjne.
Gdy zaśniesz minie ból…

A ja się odsuwałem. Było mi coraz bardziej wstyd. Czułem wstyd, bo jej zazdrościłem. Zazdrościłem kobiecie, którą kochałem w naprawdę pokrętny sposób. Chciałem dla niej wszystkiego co najlepsze.

Gówno prawda.

Skoro chciałem, to dlaczego jej zazdrościłem?

Uciekła kropla krwi…

Nie mógłbym być taki, jak ona.

Ona jest niedościgniona. Nie jest idealna. I właśnie dlatego jest niedościgniona.
Boję się tego, że mógłbym jej zaszkodzić. Przerwać tę magię tworzenia.

Z kącika twoich ust…

Ona jest twórczynią czegoś, co oddziałuje na zmysły. Jest artystką. Jak można w ogóle próbować równać się z kimś, kto oddziałuje na twoją duszę? Kto sprawia, że marzysz, że czujesz, że podziwiasz piękno.

Wiedz, że już nie ujrzysz tej…

Alkohol się ze mnie śmiał. Władał mną. Był panem. Do czasu.

W końcu zaczął przegrywać. To była chyba kwestia świadomości. Im ja czułem się silniejszy, tym on stawał się słabszy. To ja byłem jego słabością.

Dla której chciałeś żyć…

Padł przede mną na kolana. Zaczął płakać. Ja byłem zły, bo nie potrafiłem zebrać się na współczucie. 
Błagałem, żeby przestał, gdy zaczął lizać mnie po rękach. Nie chciałem tryumfować. Było na to za wcześnie. Przecież mieliśmy odbyć walkę. Przecież mieliśmy dalej pokazywać sobie różne wizje. Mieliśmy się razem wyniszczyć.

Lecz ona zrodzi się…

Ale Alkohol nie chciał walczyć. Mnie też wszystko zrobiło się obojętne. Stwierdziliśmy obaj, że możemy żyć razem. Wspólnie. Razem się wspierać, razem upadać, razem wstawać.

Z przelanej tutaj krwi.


Niestety. Gdy obudziłem się rano, go nigdzie nie było. Zostałem sam. Zostały mi po nim tylko puste butelki. Puste tak jak jego słowa.

Z pamiętnika wariata

By : Unknown
Dobra jest, tym razem tekst Bartka Dubiaka. Jak ktoś czyta Kwadraturę, to wie, czego się może spodziewać. A jak ktoś nie wie, to niech przeczyta ten, a potem poszuka innych jego wpisów. Tyle ode mnie. Aha, jeśli nie zrozumiecie któregoś fragmentu tekstu, nie martwcie się. Ja też nie jestem w stanie tego ogarnąć.




Idę.wracam.szkoła.wieczór.samotny.sam.muzyka.książka.gówno.Piątek.

Z PAMIĘTNIKA WARIATA. porozmawiaj ze sobą.



Wiesz jak czuje się po powrocie ze szkoły do domu w piątkowy wieczór? Tak po prostu, wiesz?

Czuję się jak puszka konserwy wrzucona między słoiki z czerwoną fasolą. trafiony w dziwny sposób, rzucony i ustawiony przypadkiem. to jak wkraczać w nowy świat, tylko bez szczelnie określonego celu, bez adresu kreskowego na plecach, z ryzykiem - bez twardego hermetycznego zamknięcia.

Wiesz co dzieje się ze mną siedzącym sam na sam ze sobą w pokoju? Tak po prostu, wiesz?

Rzucam się w ciepłą od tygodni ścianę, pochłania mnie w pełni, choć odraża ją zapach wczorajszego piwa, wypitego za smutki, wychlanego za nią. Nigdy mnie nie docenia, chyba stara się mnie zagiąć, złamać w pół, choć zna żelazność mego rdzenia. Jest taka odważna i beznadziejna. Co się stanie kiedy żarówka świecąca z mocą sześćdziesięciu watów, stłuczona i sklejona kawałek po kawałeczku, wkręcona do przewodu zaświeci? Stanie się ciemność. Bo coś rozjebane, rozpierdolone i rozbełtane nawet po dobrej radzie sklejenia do kupy, nigdy nie będzie wysypiskiem czasu przed stłuczeniem. To życie mnie czegoś uczy, chyba że nie żyję i nie dostrzegam nauki życia, a naukę własną. Może uczę się sam, może uczę innych, może innych nie ma? Nie wiem. Nie mnie to oceniać, zostawię to innym. inni inność innych innego inna innej inności innowacyjności inni Dociera do mnie strach. Taki mały pan, w beżowym kapeluszu. Ładnie choć przesadnie ubrany. Lubię przepych. Podnieca mnie. Ten pan mnie podnieca? To inność jakaś? czy są inni ,żeby odpowiedzieć? Inni, czy to jakaś inność? Ma czarne wygodne buty, przeplatane złotą nicią, zwieńczone złotą sprzążką. Płaszcz taki długi, długi, długi, do ziemi chyba, może dłuższy. I ta apaszka, w niej jest wszystko. Ma wszystkową apaszkę. On tak przychodzi, odwiedza mnie, często bywa, pije kawę. Często wymyśla niestworzone historie jak ta z siedzeniem na suficie. On jest śmieszny, hahahaha. To nie miało nigdy miejsca.

Wiesz jak radzę sobie ze strachem w piątkowe wieczory? Wiesz jak? Tak, po prostu wiesz?

On zawsze przychodzi elegancko ubrany, tak przesadnie. Lubię przepych. W takim bezowym kapeluszu. Kiedyś jak starczy czasu narysuje ci jego wygląd i usposobienie. On zawsze długo siedzi. Chce herbatę. Nie podaję mu zwykłej , tylko tę indyjską, arabikę, odziedziczoną po babci, zapisała mi ją w testamencie. Jestem największym zaszczytem rodziny, no. Pijemy tę herbatę, mało jej pijemy. Dużo się wylewa na podłogę, na nasze głowy. Nie mam stolika pijemy na kloszach żyrandola. Pijemy sobie na suficie wiesz? sufit sufitem sufickie sufitowe sufitu spod sufitu znad sufitu pod sufitem obok sufitu Rozmawiamy o naszych wspólnych problemach, rozmowa pomaga, czuje się przy nim coraz to nowo otwieraną konserwą, non stop kupowaną, pochłanianą, aż do śmierci, albo do czegoś większego, do znudzenia, do niechcenia, do wymiocin. On mnie ogarnia, ale nie ogarnia w sensie ogarniającym ciało, bo nie robimy nic złego i nic ogarniającego. On mnie po prostu wyprzedza wiesz? A ja boje się wymijania i wyścigów. Boję się zatrzymania serca. On o tym wie i odbija mi każde uderzenie, każde bicie, każde puk-puk, rozumiesz? Chciałbym popukać, ale on to szybciej ogarnia.

Wiesz jak jest z dzieleniem piątkowego wieczoru? Jakie strefy są, wiesz? Jakimi prawami się rządzą? Tak po prostu, wiesz?

Jest strefa marketingowa, kiedy sprzedajesz co masz najlepsze. Od rzęs po kości policzkowe, od oczu po mózg i tym podobne. Sprzedajesz i idziesz dalej. Jak oddasz serce to starczy na paczkę fajek. Ja oddałem już trzy. To dobry interes. Tak szybko oddałem serca, a jak długo się okopciłem. To był piękny wieczór, wtedy, po powrocie ściana w pokoju biła mi brawo. Wiesz, to były tak dobre oklaski jak występ pod wieżą Eiffla, albo odczytanie własnego wiersza na zapełnionym Koloseum. Wczoraj zazdrościłem Różewiczowi. Miał cały Rzym u stóp, a Koloseum ubrał w nowe znaczenia. Co on wtedy czytał… coś do matki, żałował że nie pokazał jej morza, a ona tak bardzo chciała, on jej tak długo obiecał. Może sprzedał mózg i nie pamiętał? Albo lepiej! Pamięć oddał. Zapytam o to później. Ten mistrz na bank pamięta. I masz jeszcze drugą strefę, taką bardziej radosną, bo pociągową. Tam ogarniają się wszystkie twoje pociągi, one się mieszają, tańczą, tworzą mieszankę, której żaden samo nazwany chemik nie rozbuduje. Twoje niebo łączy się z każdym innym piekłem tego świata. Wiesz, to działa na zasadzie łączności charakterów, takie przeciwieństwo platońskim połówek. Jak bywasz na haju to wiesz o co biega. Cisza łączy się z krzykiem ginących, najgorszy jest krzyk palonych i prutych, wtedy się dzieje. Wiem, bo koledzy opowiadali, a wiesz nie mam kolegów. Jak zobaczysz geja, to z czym go połączysz? Właśnie, z niczym. Bo dzisiaj to obiekt niezidentyfikowany. Żadnej cioty nie przypasujesz do innej, bo to jest warunek świata. Jak się sprzeciwisz to cię ukamienują i skończysz jak ja, na regale z fasolą. Chyba, że lubisz fasolę, wtedy możesz znaleźć z nią wspólny pociąg, zbratać się. Jak osiągniesz wspólny luft, mogą cię zidentyfikować i możesz być obywatelem tego świata.

Wiesz jak radzę sobie ze stresem w piątkowy wieczór? Tak po prostu, wiesz?

Co? Nie wiem? Kto mówi? Halo? Proszę pana? sobota. 24.01.2013. 00:01. wspominam Wigilię, wiesz?


- Copyright © Kwadratura Koła - Date A Live - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -